dr Agnieszka Kuczyńska w artykule “Chcemy Być Rodzicami”

agapierwsy post
dr Agnieszka Kuczyńska i Obcasypodlasia.pl
17 January 2017
Kriobank, to przede wszystkim lekarze z pasją, dzięki którym na świat przychodzą kolejne Maleństwa.
Dziś, za pośrednictwem Chcemy Być Rodzicami możecie lepiej poznać jednego z członków naszej załogi- dr Agnieszkę Kuczyńską. Zapraszamy do lektury 

O własnej drodze, wsparciu ojca i fascynacji medycyną rozrodu z dr. n. med. Agnieszką Kuczyńską rozmawiała Magda Dubrawska.

Co, jeśli nie medycyna? Kim chciała Pani zostać, będąc małą dziewczynką?

Może to dziwne, ale nie mam takich wspomnień dotyczących wymarzonego zawodu. Na pewno skłamałabym, mówiąc, że od zawsze chciałam być lekarzem, bo tak nie było. Nie leczyłam lalek i misiów. Atutem była jednak moja wrodzona empatia i wielka wrażliwość na cierpienie drugiego człowieka. Mam wrażenie, że wychowanie w lekarskim środowisku, przysłuchiwanie się rozmowom rodziców, bieganie po stoiskach farmaceutycznych na konferencjach od dziecka popychało mnie w tę stronę. Był też w tym wszystkim okres buntu – kiedy podczas jednego w wyjazdów wyrzuciłam ojcu, że czuję się przymuszana w swoich decyzjach co do przyszłego zawodu i nigdy nikt nie dał mi prawa wyboru. Szybko zrozumiałam, że prawo wyboru miałam, wybrałam sama i nigdy nie powiem, że tego żałuję.

Pani babcia powiedziała kiedyś: „Medycyna ukradła mi syna”. Nie boi się Pani, że i Pani zapomni się dla służby lekarskiej?  

To bardzo ważne, żeby umieć pogodzić życie służbowe i rodzinne. Teraz, kiedy jestem już po egzaminie specjalizacyjnym, staram się sobie to wszystko poukładać i pielęgnować sferę domową. Pracuję w racjonalnych godzinach i, co ważne, tylko w Kriobanku, co daje mi duży komfort. Czasami po pracy mam jeszcze sporo telefonów od pacjentek, ale nauczyłam się już żyć z telefonem w ręce. Od grudnia zaczynam dodatkowo dyżurować, żeby wciąż mieć również kontakt z salą porodową, ale z uwagi na dzieci ograniczę to do 2–3 dyżurów w miesiącu. A jeśli chodzi o babcię, bardziej chodziło jej o spawy ideowe. Nie była zwolenniczką leczenia metodą in vitro, więc w jej ustach miało to raczej taki wydźwięk. Tym bardziej doceniam akceptację moich bliskich dla tego, co robię.

Bycie lekarzem to sporo poświęceń. Zamiast studenckich imprez nauka. Po studiach też nie można od razu rzucić się na drabinę kariery, a trzeba pokornie zrobić praktyki i staż. Nie czuła Pani, że z czegoś rezygnuje?  

Nigdy nie czułam, że coś mnie ominęło. Studenckich imprez i życia towarzyskiego nigdy sobie nie odmawiałam. Zawsze umiałam pogodzić obowiązki z przyjemnościami. Całe życie byłam zwolenniczką teorii równowagi, były dobre oceny i dobre imprezy. A że zawsze umiałam się nieźle zorganizować i wiedza dość łatwo wchodziła mi do głowy, miałam czas na przyjaciół, rozwój kulturalny i miłości.

Czy były momenty zwątpienia?

Na studiach raczej nie, może czasem przy trudniejszych egzaminach. Natomiast w pracy zdarzały się takie momenty. Teraz wierzę już w powiedzenie: „Nie ma powikłań ten, kto nic nie robi”, ale przy swoim pierwszym pamiętam, że chciałam to wszystko rzucić, otworzyć mały sklepik warzywny i sprzedawać marchewkę. Dużo mi wtedy dała postawa mojej pacjentki, która nie pozwoliła mi się martwić.

Kobieta lekarz i kobieta sukcesu – to wciąż brzmi obco. Jak Pani się czuję w tej roli?

Nie czuję się kobietą sukcesu. Natomiast w swojej życiowej roli czuję się idealnie, jak „szyta na miarę”. Pracując z pacjentami, spełniam się w 100%, nie muszę niczego udawać i lubię mieć poczucie, że i oni czują się wygodnie. Mimo że ocena nie powinna należeć do mnie, z pełnym przekonaniem mogę powiedzieć, że jestem lekarzem z powołania. A jeśli chodzi o bycie prawą ręką szefa, to wcześniej nigdy nie widziałam się w tej roli, a teraz czasami myślę, że całkiem nieźle sobie z tym radzę. Ostatnio czułam się trochę jak człowiek orkiestra, bo miałam wrażenie, że jednego dnia już więcej spraw organizacyjnych, interpersonalnych, graficznych i innych dotyczących Kliniki nie może spaść mi na głowę, ale nie ma rzeczy niemożliwych i wszystko udało mi się jakoś ogarnąć.

Pani ojciec jest niewątpliwym autorytetem w świecie medycyny. Nie boi się Pani rywalizacji lub pogoni za ojcowskim sukcesem, próby dorównania mu?

Cenię go bardzo nie tylko dlatego, że jest moim ojcem, ale z uwagi na rzeczy, które osiągnął, i to, jakim jest lekarzem. Zawsze był moim autorytetem, ale nigdy nie starałam się go „gonić”. Nigdy też nie miałam z tego powodu kompleksów. Mimo że bardzo wiele zawdzięczam rodzicom, dużo osiągnęłam sama dzięki swojej pracy. Myślę również, że już kilka razy udowodniłam sobie i innym, że jestem odrębną jednostką i wszelkie porównania są zbędne. Czasami myślę, że nawet to, że jestem kobietą, stawia mnie trochę w innej pozycji. Wezmę wszystkie wskazówki, rady, nauki, ale nie będę starała się mu dorównać. Będę iść swoją drogą.

Niewielu jest młodych lekarzy, którym udaje się zajść tak daleko. Jak Pani to osiągnęła?

Na pewno byłabym w innym miejscu, gdyby nie ojciec, który mnie wszystkiego nauczył i dał wiele możliwości. Nieoceniona jest możliwość konsultacji nawet w banalnych sytuacjach, które jednak dla początkującego lekarza mogą stanowić problem. Nigdy nie bałam się pytać i nawet jak już miałam plan, starałam się go potwierdzić. Tych potwierdzeń z czasem było coraz mniej, zrobiły ze mnie samodzielnego lekarza. Z drugiej strony, na to, gdzie jestem, mocno sama pracowałam. A braku pracowitości nie można mi zarzucić. Udział w badaniach klinicznych, które zaczynałam jako koordynator, a później współbadacz, pozwolił mi zrobić kilkaset cykli IVF, a to niespotykane wśród młodych lekarzy.

Jakie ma Pani plany na przyszłość?

Rozwijać się. Chcę zgłębiać wiedzę w dziedzinie płodności człowieka. Doskonalić się manualnie przy drobnych zabiegach, które wykonujemy. A co najważniejsze, pomóc jak największej liczbie par w tej czasami nierównej walce o marzenia.

Czy medycynie potrzebny jest powiew świeżości? Co do branży wnosi „świeża krew”?

Samej medycynie chyba nie. Pracując z ojcem, nigdy nie powiem, że brakuje mu świeżości, jeśli chodzi o sprawy naukowe, bo on zawsze jest dwa kroki przede mną, na bieżąco ze wszystkimi nowinkami. Zmieniamy się jednak w Klinice pod względem organizacji, wizerunku i obecności w Internecie. Mam jeszcze sporo pomysłów i entuzjazmu do ich realizacji.

W centrum Pani zainteresowań jest medycyna rozrodu. W dzisiejszych czasach to grząski grunt…

Rzeczywiście, są to dość niestabilne czasy, jeśli chodzi o medycynę rozrodu. Z natury jestem jednak optymistkę i staram się nie uprawiać czarnowidztwa. Mam nadzieję, że rząd nie będzie już ingerował we w miarę poukładane procedury, które mamy dzięki ustawie o leczeniu niepłodności. Nie wyobrażam też sobie, żeby w cywilizowanym kraju odbierać jego obywatelom prawo do uzyskania pomocy medycznej w bezsilnych staraniach o cud istnienia, jakim jest DZIECKO.

Artykuł ze strony chcemybycrodzicami.pl

Comments are closed.

Praca w dni świąteczne

W WIELKANOC 04 kwietnia (niedziela) - zamknięte W PONIEDZIAŁEK WIELKANOCNY 05 kwietnia - zamknięte

Jesteśmy realizatorem projektu Bon „antywirusowy” w ramach Programu Operacyjnego Województwa Podlaskiego na lata 2014-2020. Osi Priorytetowej I Wzmocnienie potencjału i konkurencyjności gospodarki regionu, Działania 1.4 Promocja przedsiębiorczości oraz podniesienie atrakcyjności inwestycyjnej województwa, Poddziałania 1.4.2 Podniesienie atrakcyjności inwestycyjnej BOF, Typ projektu: Bon „antywirusowy” – projekt grantowy. Pozyskaliśmy dofinansowanie na zakup środków ochrony indywidualnej i zbiorowej, które wykorzystywane są w prowadzonej działalności i funkcjonowaniu placówki medycznej o zaostrzonym reżimie sanitarnym.